Staropolskie wędrówki po miejskich szynkach i gospodach

Na tematykę dzisiejszego wpisu wpływ ma szczególny okres, w jakim Naród Nasz odnajduje się co roku. Mamy karnawał, więc niektórzy z pewnością intensyfikują swoją bachiczną aktywność. Jednym ku uciesze, drugim ku przestrodze, wpis ten dedykuję.

Traktować będzie o kulturze picia w miastach Ziemi Sieradzkiej w XVII wieku.
Kultura picia, panująca w dawnych wiekach, za nic nie przystaje do naszych dzisiejszych wyobrażeń o pojęciu kultury. A jednak była to kultura szeroko pojęta, obejmująca zarówno sferę duchową i społeczną, jak materialną. Najlepiej wyraża to przestrzeń, w jakiej pito: przestrzeń szynku, domu, miasta itd. Pod względem materialnym kultura picia zaczyna się na typach spożywanych trunków i używanych do tego naczyń, a kończy tam, gdzie zawsze...


Piwo, podstawowy napój średniowiecza i czasów nowożytnych, produkowano w miastach powszechnie, korzystając z przywilejów propinacyjnych. Cechowa organizacja szerzej zakrojonej produkcji zapewniała wysoki poziom browarnictwa. W nowożytności na jego rozwój ujemnie wpływała konkurencja uprzywilejowanej szlachty i duchowieństwa, produkujących piwo bez stosowania się do miejskich ograniczeń (również jakościowych) oraz uwolnionych od opłat i podatków na rzecz miasta. Szlachta swoje wyroby sprzedawała oraz szynkowała, dzięki znacznej swobodzie stanowej oferowano również piwa sprowadzane. Poza "nieuczciwą konkurencją" w/w stanów, uprawnieniami do sprzedaży importowanego piwa dysponowała rada miasta, serwująca je w swoich szynkach lub udzielająca tego przywileju niektórym szynkarzom odpłatnie. Do Sieradza sprowadzano głównie piwo świdnickie, wysoko cenione w naszej części Europy, do Piotrkowa - brzezińskie, wiele importów pochodziło również z Wrocławia. Wino i miód pijano rzadziej, natomiast na dużą skalę zaczęto spożywać wódkę, w której produkcji przedsiębiorczy posiadacze ziemscy usiłowali wynagrodzić zmniejszający się popyt na zboże.

Rekonstrukcja dzbana z XVII wieku, prezentowanego
na wystawie stałej Muzeum Okręgowego w Sieradzu.
autor: Michał Kaleta (NEOPOTTER)



Źródeł do poznania kultury picia dostarcza oczywiście archeologia. Kufel przedstawiony na poniższym zdjęciu nie był jedynym naczyniem tego typu, używanym w nowożytnym Sieradzu. Ale nie był to typ najpospolitszy. W XVII wieku mieszczanie Sieradzcy pijali raczej z wypalanych na ceglastą czerwień kubków-garnuszków o jednym uszku, szkliwionych co najwyżej od wewnątrz (por. dzban obok), i pozbawionych specjalnych zdobień. Ale istniały też inne, stosunkowo niedrogie formy estetyczne (wielobarwne szkliwo to konieczność kilkakrotnego, kosztownego wypału). Owe wypalane na czerwono naczynia mogły być dodatkowo zdobione, np. miały ucha wyplatane w warkocz. Drogie naczynia kamionkowe oraz szklane stanowiły rzadki luksus. Do pucharów, kubków i kuflów polewano z dzbanów, zazwyczaj równie prostych. Importowane w szklanych butlach i gąsiorach zagraniczne piwo (ciemne, angielskie) nie jest najliczniej poświadczone - jedynie znalezisko tzw. szklanej pieczęci, zawierającej oznaczenia handlowe, pozwalają na dokładniejszą identyfikację. W niewielkich szklanych buteleczkach, odnajdywanych na terenie miasta i klasyfikowanych jako apteczne, mogły być natomiast przechowywane inne alkohole.


Szkliwiony kufel, datowany na XVII-XVIII wiek,
wydobyty ze studni na SW od Rynku w Sieradzu:
ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Sieradzu.
fot. własna.

Przy najbardziej uczęszczanych traktach, często w oparciu o królewskie przywileje, funkcjonowały duże karczmy - zajazdy, opisywane i ilustrowane przez Zygmunta Glogera. Były dość często spotykane w pobliżu miast, będących zazwyczaj mniej lub bardziej istotnymi węzłami komunikacyjnymi. Przykładowo, w pobliżu Sieradza, przez długie lata można było stołować się i nocować w karczmach umiejscawianych w obrębie królewszczyzn. Bliskie miastu były m.in. karczmy związane z traktem krakowskim, nad rzeką Żegliną: w Bogumiłowie i Monicach (ta druga, znana dobrze z XVIII-wiecznej lustracji, wzniesiona była przy użyciu konstrukcji zrębowej oraz sumikowo-łątkowej i reprezentowała typ karczmy wjezdnej, z izbami gościnnymi po obu stronach sieni i ulokowanej na wprost niej stajni). Najbliżej miasta położona była jednak karczma przed zamkiem (granica między tym rejonem a miastem extra muros wydaje się dość płynna!), a zajazdy wyrastały wzdłuż każdego z wybiegających z bram traktów i ich rozgałęzień. Obiekty te, dość monumentalne, nie powinny przysłaniać mniejszych karczm i szynków, gęsto rozsianych po rozmaitych dobrach. Bywali w nich okoliczni chłopi, ale również podróżni i szemranej sławy przybysze z pobliskich miast, z których pochodziło niekiedy piwo oferowane w karczmie. Niekiedy, bo w czasach nowożytnych z respektowaniem przywilejów propinacyjnych bywało różnie. Literaci przedstawiali karczmy jako przybytek wszelkiego zła i występku, co częściowo potwierdzają akta sądowe. W karczmach kwitł hazard, alkohol przyćmiewał umysły, a wszelkiej maści cwaniactwo chętnie wykorzystywało naiwność podpitych podróżnych. Z jednej strony przepijano tam ciężko zarobione pieniądze, z drugiej - rozwijano strategie taniego upijania. Zbigniew Kuchowicz przytacza patenty chłopów ziem sieradzkiej i łęczyckiej, którzy popijali wódkę grzanym piwem, aby szybciej (a tym samym - taniej) znaleźć się w upragnionym stanie upojenia. Tak wyglądała rzeczywistość zajazdów przy traktach.

W miastach źródła wzmiankują nieraz kilkadziesiąt gospód. Gospodą był każdy dom mieszczański uprawniony do wyszynku piwa oraz gorzałki, przeważnie produkowanej we własnym zakresie. W miastach istniały formy zorganizowanej produkcji alkoholi, o której przygotowywany jest osobny wpis, ale były to zwyczajne produkty wytwarzane w wielu domostwach, a od ich produkcji odprowadzano specjalny podatek. Piwo serwowano na ulicy, w piwnicach domów browarniczych i prosto z drzwi lub okna. W XVII wieku liczba domów produkujących piwo mocno spadała, co musiało przełożyć się też na ilość domów - gospód.

Poza domowymi spotkaniami przy alkoholu, zbierano się oczywiście i w klasycznych karczmach. Istniały one w obrębie osiedli, przyjmując różne formy. Były to zarówno karczmy-szynki należące do rady miasta (w Sieradzu takowa funkcjonowała na parterze ratusza), jak i przedsiębiorstwa całkiem prywatne. Lokalizacja takich obiektów bywała rozmaita - prestiżowy szynk w ratuszu, serwujący drogie piwa z importu, znajdował się oczywiście w centrum, podczas gdy podrzędne speluny nie wymagały tak eksponowanego umiejscowienia. W XV wieku karczma znajdowała się np. przy jednym z sieradzkich zaułków - ul. Gołębiej. Prowadził ją syn wiejskiego żebraka.

Poza zwykłymi obostrzeniami dotyczącymi domowej produkcji i wyszynku alkoholu a także zobowiązaniami płynącymi z królewskich przywilejów, mieszczańskie zawodowe karczmarstwo na ziemi sieradzkiej zaczynał regulować system cechowy. W 1597 r., w Piotrkowie, powstał cech "szynkowy", do którego, poza szynkarzami, należeli również przedstawiciele innych zawodów - niezbyt liczni, by tworzyć dla nich odrębne organizacje. Większość gospodarzy przyjmowało na co dzień głównie bliskich znajomych. Gospody ożywały podczas wielkich wydarzeń, na które do miasta ściągała tłumnie ludność z bliższych i dalszych okolic: trybunałów, sejmów, sądów itd.

Złoczew, drewniana karczma z XVIII-XIX w. Przykład skromnego obiektu w dobrach prywatnych tego okresu,
a bardzo możliwe że podobnie prezentowały się typowe karczmy również i w dawniejszych czasach.
Obiekty tej wielkości odnajdywane są przez archeologów w miastach,
a zewnętrzne cechy stylistyczne dają się odnieść już do epoki renesansu.
Stylowość sprowadza się tylko do łukowego nadproża, wprowadzonego do drewnianego budownictwa właśnie w renesansie; generalnie budynek pozwala sobie wyobrazić dosyć ponadczasowy model mniejszej karczmy.
Piętnastowieczna karczma z ul. Gołębiej w Sieradzu mogła wyglądać bardzo podobnie.

Jak przebiegały spotkania mieszczan "po gospodach" domowych, barwnie informują siedemnastowieczne księgi miejskie. Dla naszego regionu w ciekawy sposób omówione zostały, przez p. Zbigniewa Głąba, dane z Lutomierska - liczącego ok. 1000 mieszkańców miasta prywatnego, podzielonego między kilku właścicieli.
Przykładowo, w domu malarza Stanisława, przyjaciele raczyli się z gospodarzem piwem i grali w karty. W tym samym roku, z którego pochodzi ta informacja (1635), trzech lutomierskich mieszczan było "na gorzałce" u niejakiego Wojciecha Szota. Mieszkańcy tysięcznego miasteczka doskonale się znali, a w dodatku mieszkali niedaleko siebie. Jak bywa w takich okolicznościach, impreza w pewnym momencie przeniosła się do kolejnego przyjaciela - Wędzonczyny, gdzie biesiadujący przywitali wieczór, a jeden z nich przysypiał "podle pieca". Drzemiącemu uczestnikowi spotkania ktoś wsunął w ręce siekierę, a kolejny kompanion, Piotr Byczek, dokuczał mu budząc co chwila. Panowie wypili więc niemało, a obyczaje znacząco się rozluźniły.

Alkoholowa peregrynacja wypełniła również ostatni dzień Augustyna Kraskowicza, który w 1640 r. opijał udaną transakcję sprzedaży sukna. Fatalna dla niego pijatyka zaczęła się u nabywcy (Macieja Podymnego), a kontynuowała "na inszej gospodzie", w domu niejakiego Wyrobka. Tam spotkała go żona, którą zwyzywał za uwagi jakie zgłosiła co do jego zachowania. Pod wieczór przechadzał się jeszcze z piwem po rynku, gdzie zbił go na śmierć oburzony szwagier.
Augustyn Kraskowicz pił w dzień, podobnie jak inni z wymienionych mieszczan Lutomierska. Dla szanujących pracę obywateli miejskich nie do pomyślenia było zarywanie nocy, często zarzucane szlachcie w moralizatorskich wierszach; po zmroku gospody należało zamykać, a pilnowała tego straż miejska. Jego żona do domu Wyrobka mogła zatem zajść z różnych względów, załatwiając sprawunki na mieście lub celowo odszukując męża, o którego upojeniu zdążyła się już z pewnością nasłuchać. Na spotkania przy alkoholu chętnie jednak wybierano się z żonami, integrując się np. na spotkaniach cechowych. Nietrudno się domyślić, że żony pod wpływem alkoholu wszczynały czasem awantury. Jak zawsze, same wychodziły na tym najgorzej. Patologiczne zachowania, którymi zakończyły się wszystkie wymienione przyjęcia, nie należały do codzienności, ale to dzięki nim możemy dziś zajrzeć w realia dnia powszedniego naszych przodków. Pamięć o imprezie bywa przelotna, lecz akta sądowe długo przechowują przyjęte zeznania.

Angielska grafika z XVII w.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rycerze i mieszczanie: mieszkańcy Widawy w XV wieku

Tożsamość bez abstrakcji. Ożywić i zabezpieczyć przestrzeń zabytkową! - konferencja Bractwa Rycerskiego Ziemi Sieradzkiej

Późnośredniowieczny gródek w Jeziorsku i jego użytkownicy