piątek, 6 marca 2015

Żołnierska moda u progu renesansu, cz. 1 - Źródła, podstawy i metodyka

Tytuł nowej serii wpisów jest dość bałamutny.
Trudno mówić o modzie wojskowej w czasach, gdy męska moda ogólnie była silnie związana ze stylistyką uzbrojenia, watowane doublety powielały kształt napierśnika, a napleczniki kirysów zdobiono w kanelury nawiązujące do popularnego na przełomie XV i XVI w. plisowania tylnych części ubioru.
Jak przekonuje ikonografia, ubiór żołnierzy nie odbiegał zasadniczo od zwykłego stroju męskiego, noszonego przez wszystkie warstwy społeczne, choć sporadycznie ozdabiano go krzyżami św. Jerzego bądź barwami miasta wystawiającego oddział (żołnierze z Zurychu przedstawiani są w strojach o kolorystyce herbu tego miasta). Wraz z zaczątkami renesansu, daje się zauważyć stosunkowo częste (preferowane) zakładanie przez żołnierzy ubrań rzezanych, obfitujących w porozcinane bufki, ukazujące pofałdowaną koszulę lub kontrastującą podszewkę. Ta stylistyka rozwinęła się w ekstrawaganckie stroje landsknechtów i w pierwszej kolejności została podchwycona przez arystokrację, przede wszystkim chyba młodzież (archaiczne tezy p. Gutkowskiej raczej znajdują potwierdzenie w malarstwie tego okresu). Podobną drogą do polskiej kultury zaczęły przenikać wtedy stroje orientalne. 

Szwajcarska piechota z początku XVI wieku
w kronice Diebolda Schillinga.
Celem moich dociekań, którym poświęcam bieżący cykl wpisów, jest przedstawienie źródeł - pochodzących z miast historycznej ziemi sieradzkiej - poświadczających charakter ubioru noszonego przez żołnierzy w omawianym okresie (dobrze znanego z materiałów zachodnioeuropejskich, ale nie zawsze wystarczająco udokumentowanego na naszym terenie). Przełom średniowiecza i renesansu obfituje w Polsce w źródła ikonograficzne i pisane, szczególnie przydatne przy tego typu rozważaniach. Jest to również w całej Europie okres burzliwych przemian kultury materialnej, sztuki wojennej i stosunków społecznych, co znajduje odbicie w rozwoju formacji wojskowych zasilanych przez mieszczan, ale też w ich ideowym wydźwięku. Źródła pisane nie powiedzą nam zbyt wiele o ubiorze żołnierzy, poza zapisami dotyczącymi zakupu sukna dla straży miejskiej lub kożucha dla stróża na zamku. Pole do popisu dają również opisy, uwzględniające autorament wojska (wskazują kierunek poszukiwań stosowanego przez nie ubioru) oraz wszystkie informacje dotyczące wojen i udziału w nich poszczególnych jednostek taktycznych, dające pojęcie o kontaktach, które mogły zaowocować np. przejęciem stylistyki stroju. Ikonografia natomiast dzieli się na kilka nurtów. Ołtarze, wykonywane przez małopolskich mistrzów wychowanych przez wirtemberczyka Wita Stwosza, stanowią sztukę wyższą, która mieszkańców np. Szadka mogła co najwyżej inspirować. Warte uwagi są ilustrowane księgi i kroniki miejskie, a także dzieła takie jak krakowski Kodeks Behema. W tym okresie powszechna jest już grafika, masowo powielane drzeworyty, które są bardzo dokładnym źródłem ikonograficznym i dzięki dużej popularności istniał w powszechnej świadomości ówczesnego społeczeństwa. W Polsce Centralnej brak takich źródeł, ale będzie to wartościowy punkt odniesienia i materiał porównawczy.
W ramach poszukiwania miejscowych źródeł ikonograficznych, powstałych na lokalnym gruncie, warto zwrócić uwagę na szeroko rozumianą sztukę ludową: matryce z których wytwórcy kafli piecowych odciskali na nich ornamenty, rozmaite figurki etc. W tych mało widowiskowych z naszego punktu widzenia przedstawieniach odbija się świadomość rzemieślnika - jego wiedza na temat stroju i uzbrojenia. Pokazują one, że pewne zjawiska były zwykłym mieszkańcom średniowiecznego miasta znane, jest to milcząca opowieść mieszczanina o znanej mu rzeczywistości. Trzeba oczywiście traktować ją ostrożnie i z przymrużeniem oka (patrz przykład poniżej), najlepiej, kiedy można takie źródło ikonograficzne powiązać z innymi ich kategoriami. Archeologia i historia, jak się wkrótce okaże, dają nam takie możliwości.

Mazurski kafel z Muzeum Mazurskiego w Szczytnie
jako źródło do historii wojskowości XIX wieku (LOL!)
 Jak wykazałem w cyklu wpisów pt. "Militia Siradiensis", późnośredniowieczne mieszczaństwo było de facto armią rezerwową. Jeszcze w głąb czasów nowożytnych miejskie ustawodawstwo wymuszało na obywatelach, ale również pospólstwie, posiadanie określonego uzbrojenia i zaprawianie się w jego użytkowaniu. Aktywność ta ograniczała się co prawda do miasta i jego najbliższej okolicy, nie brakowało jednak momentów, w których mieszczanin miał możliwość pojawić się na odległym polu bitwy, podczas jednej z dalszych kampanii.
Być może już od czasów lokacyjnych, miasta miały obowiązek zapewniać wozy z zaopatrzeniem dla wojska wybierającego się na wyprawę wojenną. Wóz taki miał również obsługę, w postaci woźnicy i żołnierzy - z 1521 roku znamy załogę wozu, wystawionego przez miasto Sieradz na potrzeby wojny z Krzyżakami. Poza uzbrojonym w szablę woźnicą jechało na nim dwóch, całkiem przyzwoicie wyposażonych pieszych żołnierzy.

Przed wojną trzynastoletnią wprowadzono jeszcze jeden obowiązek - miasta miały wystawiać oddziały piechoty o określonej liczebności, wynikającej z przypisania miasta do danej kategorii podatkowej. Ponadto, mieszczanie mogli na własną rękę zaciągać się do oddziałów zaciężnych, werbowanych na polecenie króla podczas kampanii wojennych. Przez cały XV wiek okazji po temu nie brakowało. Niektórzy żołnierze zaciężni z woj. sieradzkiego, służący w XV i XVI wieku, znani są imiennie dzięki zachowanym inwentarzom rot pieszych.
Od 1470 roku dla ochrony południowo-wschodnich połaci Korony przed Tatarami werbowano oddziały obrony potocznej, składające się zarówno z piechoty jak i kawalerii. Były to typowe wojska zaciężne. W latach 20. XVI wieku siły te zostały zreformowane - wystawiać je miały poszczególne województwa. Na terenie poszczególnych województw tworzono okręgi werbunkowe, a wojewodowie wyznaczali zaufanych rotmistrzów. Oddziały piesze w początkach XVI stulecia lekko przeważały liczebnością nad kawalerią, a naturalnym obszarem ich werbunku były miasta. Wiadomo, że od średniowiecza mieszkały tam również osoby zdolne, a nawet zobowiązane do konnej służby wojskowej. 
 
Krój obuwia to zazwyczaj jedyna informacja znana dzięki źródłom archeologicznym,
mówiąca o obowiązującej w modzie stylistyce. Dzięki źródłom ikonograficznym - całkiem istotna.
Ekspozycja w Muzeum Ziemi Wieluńskiej.
 Mieszczanie mieli więc wiele możliwości uczestnictwa w wyprawach wojennych, podczas których z pewnością doświadczyli wielu przygód i widzieli niejedno, ale również przejmowali część żołnierskich obyczajów, po powrocie przynosząc je do rodzinnego miasta. Materiał zabytkowy, który przedstawię w kolejnych wpisach, dowodzi, że wojska o charakterze zaciężnym w naszej części Polski ubierały się podobnie jak w Europie Zachodniej, choć nie brakowało też akcentów typowych dla wojskowości naszego kraju. Przede wszystkim dowodzi on również, że żołnierski styl noszenia się był obecny w przestrzeni miast Polski Centralnej, odnajdywał odbicie w kulturze materialnej tych ośrodków i, w pewnym stopniu, pozostawał w relacjach z tendencjami w ubiorze rzeczywiście noszonym przez mieszczan tego okresu i tego obszaru. Kolejny wpis już wkrótce.

czwartek, 8 stycznia 2015

Staropolskie wędrówki po miejskich szynkach i gospodach

Na tematykę dzisiejszego wpisu wpływ ma szczególny okres, w jakim Naród Nasz odnajduje się co roku. Mamy karnawał, więc niektórzy z pewnością intensyfikują swoją bachiczną aktywność. Jednym ku uciesze, drugim ku przestrodze, wpis ten dedykuję.

Traktować będzie o kulturze picia w miastach Ziemi Sieradzkiej w XVII wieku.
Kultura picia, panująca w dawnych wiekach, za nic nie przystaje do naszych dzisiejszych wyobrażeń o pojęciu kultury. A jednak była to kultura szeroko pojęta, obejmująca zarówno sferę duchową i społeczną, jak materialną. Najlepiej wyraża to przestrzeń, w jakiej pito - tak społeczna, jak i materialna: przestrzeń szynku, domu, miasta itd. Kultura picia zaczyna się na typach spożywanych trunków i używanych do tego naczyń, a kończy tam, gdzie zawsze...

Piwo, podstawowy napój średniowiecza i czasów nowożytnych, produkowano w miastach powszechnie, korzystając z przywilejów propinacyjnych. Cechowa organizacja szerzej zakrojonej produkcji zapewniała wysoki poziom browarnictwa. W nowożytności na jego rozwój ujemnie wpływała konkurencja uprzywilejowanej szlachty i duchowieństwa, produkujących piwo bez stosowania się do miejskich ograniczeń (również jakościowych) oraz uwolnionych od opłat i podatków na rzecz miasta. Szlachta swoje wyroby sprzedawała oraz szynkowała, dzięki znacznej swobodzie oferowano również piwa sprowadzane. Poza "nieuczciwą konkurencją" w/w stanów, uprawnieniami do sprzedaży importowanego piwa dysponowała rada miasta, serwująca je w swoich szynkach lub udzielająca tego przywileju niektórym szynkarzom odpłatnie. Do Sieradza sprowadzano głównie piwo świdnickie, wysoko cenione w naszej części Europy, do Piotrkowa - brzezińskie. Wino i miód pijano rzadziej, natomiast na dużą skalę zaczęto spożywać wódkę, w której produkcji przedsiębiorczy posiadacze ziemscy usiłowali wynagrodzić zmniejszający się popyt na zboże.

Rekonstrukcja dzbana z XVII wieku, prezentowanego
na wystawie stałej Muzeum Okręgowego w Sieradzu.
autor: Michał Kaleta (NEOPOTTER)



Źródeł do poznania kultury picia dostarcza oczywiście archeologia. Kufel przedstawiony na poniższym zdjęciu nie był jedynym naczyniem tego typu, używanym w nowożytnym Sieradzu. Ale nie był to typ najpospolitszy. W XVII wieku mieszczanie Sieradzcy pijali raczej z wypalanych na ceglastą czerwień kubków-garnuszków o jednym uszku, szkliwionych co najwyżej od wewnątrz (por. dzban obok), i pozbawionych specjalnych zdobień. Ale istniały też inne, stosunkowo niedrogie formy estetyczne (wielobarwne szkliwo to konieczność kilkakrotnego, kosztownego wypału). Owe wypalane na czerwono naczynia miewały np. ucha wyplatane w gliniany warkocz. Tanie kubki i puchary wyrabiano z drewna; były to wyroby toczone bądź klepkowe. Drogie naczynia kamionkowe oraz szklane stanowiły rzadki luksus. Do pucharów, kubków i kuflów polewano z dzbanów, zazwyczaj również prostych. Importowane w szklanych butlach i gąsiorach zagraniczne piwo (ciemne, angielskie) nie jest najliczniej poświadczone, natomiast zdrowotne, nie zawsze alkoholowe nalewki, mogły być przechowywane w niewielkich szklanych buteleczkach, odnajdywanych na terenie miasta i klasyfikowanych jako apteczne.


Szkliwiony kufel, datowany na XVII-XVIII wiek,
wydobyty ze studni na SW od Rynku w Sieradzu:
ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Sieradzu.
fot. własna.

W pobliżu miast, przy najbardziej uczęszczanych traktach, często w oparciu o królewskie przywileje, funkcjonowały duże karczmy - zajazdy, opisywane i ilustrowane przez Zygmunta Glogera. Były dość często spotykane w pobliżu miast, będących zazwyczaj mniej lub bardziej istotnymi węzłami komunikacyjnymi. Przykładowo, w pobliżu Sieradza, przez długie lata można było stołować się i nocować w karczmach umiejscawianych w obrębie królewszczyzn. Bliskie miastu były m.in. karczmy związane z traktem krakowskim, nad rzeką Żegliną: w Bogumiłowie i Monicach (ta druga, znana dobrze z XVIII-wiecznej lustracji, wzniesiona była przy użyciu konstrukcji zrębowej oraz sumikowo-łątkowej i reprezentowała typ karczmy wjezdnej, z izbami gościnnymi po obu stronach sieni i ulokowanej na wprost niej stajni). Najbliżej miasta położona była jednak karczma przed zamkiem (granica między tym rejonem a miastem extra muros wydaje się dość płynna!), a zajazdy wyrastały wzdłuż każdego z wybiegających z bram traktów i ich rozgałęzień. Obiekty te, dość monumentalne, nie powinny przysłaniać mniejszych karczm i szynków, gęsto rozsianych po rozmaitych dobrach. Bywali w nich okoliczni chłopi, ale również podróżni i szemranej sławy przybysze z pobliskich miast, z których pochodziło niekiedy piwo oferowane w karczmie. Niekiedy, bo w czasach nowożytnych z respektowaniem przywilejów propinacyjnych bywało różnie. Literaci przedstawiali karczmy jako przybytek wszelkiego zła i występku, co częściowo potwierdza szereg akt sądowych. W karczmach kwitł hazard, alkohol przyćmiewał umysły, a wszelkiej maści cwaniactwo chętnie wykorzystywało naiwność podpitych podróżnych. Z jednej strony przepijano tam ciężko zarobione pieniądze, z drugiej - rozwijano strategie taniego upijania. Zbigniew Kuchowicz przytacza patenty chłopów ziem sieradzkiej i łęczyckiej, którzy popijali wódkę grzanym piwem, aby szybciej (a tym samym - taniej) znaleźć się w upragnionym stanie upojenia. Tak wyglądała rzeczywistość zajazdów przy traktach.
W miastach źródła wzmiankują nieraz kilkadziesiąt gospód. Gospodą był każdy dom mieszczański uprawniony do wyszynku piwa oraz gorzałki, przeważnie produkowanej we własnym zakresie. W miastach istniały formy zorganizowanej produkcji alkoholi, o której przygotowywany jest osobny wpis, ale były to zwyczajne produkty wytwarzane w wielu domostwach, a od ich produkcji odprowadzano specjalny podatek. Piwo serwowano na ulicy, w piwnicach domów browarniczych i prosto z drzwi lub okna. W XVII wieku liczba domów produkujących piwo mocno spadała, co musiało przełożyć się też na ilość domów - gospód.
Poza domowymi spotkaniami przy alkoholu, zbierano się oczywiście i w klasycznych karczmach. Istniały one w obrębie miast, przyjmując różne formy. Były to zarówno karczmy-szynki należące do rady miasta (w Sieradzu takowa funkcjonowała na parterze ratusza), jak i przedsiębiorstwa całkiem prywatne. Lokalizacja takich obiektów bywała rozmaita - prestiżowy szynk w ratuszu, serwujący drogie piwa z importu, znajdował się oczywiście w centrum miasta, podczas gdy podrzędne speluny nie wymagały tak eksponowanego umiejscowienia. W XV wieku karczma znajdowała się np. przy jednym z sieradzkich zaułków - ul. Gołębiej. Prowadził ją syn wiejskiego żebraka.
Poza zwykłymi obostrzeniami dotyczącymi domowej produkcji i wyszynku alkoholu a także zobowiązaniami płynącymi z królewskich przywilejów, mieszczańskie zawodowe karczmarstwo na ziemi sieradzkiej zaczynał regulować system cechowy. W 1597 r., w Piotrkowie, powstał cech "szynkowy", do którego, poza szynkarzami, należeli również przedstawiciele innych zawodów - niezbyt liczni, by tworzyć dla nich odrębne cechy. Większość gospodarzy przyjmowało na co dzień głównie bliskich znajomych. Ożywały podczas wielkich wydarzeń, na które do miasta ściągała tłumnie ludność z bliższych i dalszych okolic: trybunałów, sejmów, sądów itd.
Złoczew, drewniana karczma z XVIII-XIX w. Przykład skromnego obiektu w dobrach prywatnych tego okresu,
a bardzo możliwe że podobnie prezentowały się typowe karczmy również i w dawniejszych czasach.
Obiekty tej wielkości odnajdywane są przez archeologów w miastach,
a zewnętrzne cechy stylistyczne dają się odnieść już do epoki renesansu.
Stylowość sprowadza się tylko do łukowego nadproża, wprowadzonego do drewnianego budownictwa właśnie w renesansie; generalnie budynek pozwala sobie wyobrazić dosyć ponadczasowy model mniejszej karczmy.
Piętnastowieczna karczma z ul. Gołębiej w Sieradzu mogła wyglądać bardzo podobnie.

Jak przebiegały spotkania mieszczan "po gospodach" domowych, obficie informują siedemnastowieczne księgi miejskie. Dla naszego regionu w ciekawy sposób omówione zostały, przez p. Zbigniewa Głąba, źródła Lutomierska - liczącego ok. 1000 mieszkańców miasta prywatnego, podzielonego między kilku właścicieli.
Przykładowo, w domu malarza Stanisława, przyjaciele raczyli się z gospodarzem piwem i grali w karty. W tym samym roku, z którego pochodzi ta informacja (1635), trzech lutomierskich mieszczan było "na gorzałce" u niejakiego Wojciecha Szota. Mieszkańcy tysięcznego miasteczka doskonale się znali, a w dodatku mieszkali niedaleko siebie. Jak bywa w takich okolicznościach, impreza w pewnym momencie przeniosła się do kolejnego przyjaciela - Wędzonczyny, gdzie biesiadujący przywitali wieczór, a jeden z nich przysypiał "podle pieca". Drzemiącemu uczestnikowi spotkania ktoś wsunął w ręce siekierę, a kolejny kompanion, Piotr Byczek, dokuczał mu budząc co chwila. Panowie wypili więc niemało, a obyczaje znacząco się rozluźniły.
Alkoholowa peregrynacja wypełniła również ostatni dzień Augustyna Kraskowicza, który w 1640 r. opijał udaną transakcję sprzedaży sukna. Fatalna dla niego pijatyka zaczęła się u nabywcy (Macieja Podymnego), a kontynuowała "na inszej gospodzie", w domu niejakiego Wyrobka. Tam spotkała go żona, którą zwyzywał za uwagi jakie zgłosiła co do jego zachowania. Pod wieczór przechadzał się jeszcze z piwem po rynku, gdzie zbił go na śmierć oburzony szwagier.
Augustyn Kraskowicz pił w dzień, podobnie jak inni z wymienionych mieszczan Lutomierska. Dla szanujących pracę obywateli miejskich nie do pomyślenia było zarywanie nocy, często zarzucane szlachcie w moralizatorskich wierszach; po zmroku gospody trzeba było zresztą zamykać, a pilnowała tego straż miejska. Jego żona do domu Wyrobka mogła zatem zajść z różnych względów, załatwiając sprawunki na mieście lub celowo odszukując męża, o którego upojeniu zdążyła się już z pewnością nasłuchać. Na spotkania przy alkoholu chętnie jednak wybierano się z żonami, integrując się np. na spotkaniach cechowych. Nietrudno się domyślić, że żony pod wpływem alkoholu wszczynały czasem awantury. Jak zawsze, same wychodziły na tym najgorzej. Patologiczne zachowania, którymi zakończyły się wszystkie wymienione przyjęcia, nie należały do codzienności, ale to dzięki nim możemy dziś zajrzeć w realia dnia powszedniego naszych przodków. Pamięć o imprezie bywa przelotna, lecz akta sądowe długo przechowują przyjęte zeznania.

Angielska grafika z XVII w.

wtorek, 30 września 2014

Przygródek zamku w Sieradzu

Jak twierdzą badacze średniowiecznego Sieradza, w XV wieku bardzo prestiżową ulicą tego lokacyjnego miasta była platea Castrensis - dzisiejsza Zamkowa. Wiodła ona od północno-wschodniego naroża Rynku prosto na zamek, biegnąc mostem ponad nurtem płynącej wówczas tamtędy rzeki Warty (por. mój wpis o ulicy Wodnej). Dobrze łączyła ona miasto z siedzibą starosty; prawdopodobnie, dzięki uwarunkowaniom geomorfologicznym, nie zaistniała nigdy konieczność przecięcia jej bramą z prawdziwego zdarzenia. W strefie bliższej miastu gęstniała zabudowa należąca do zamożnych mieszczan, ale też zatrudnionych na zamku urzędników. Mieszkający tu mieszczanie parali się często rzemiosłami luksusowymi, znajdując nabywców wśród zamkowej klienteli oraz personelu - byli to najwybitniejsi w Sieradzu szewcy, siodlarze i kuśnierze. Im dalej od Rynku, tym posesje stawały się obszerniejsze. Nad rzeką ulokowała się łaźnia miejska, młyny i folwarki, a także kolegiata pw. Świętej Trójcy. Jeszcze na przełomie XV i XVI wieku, być może w pierwszych latach po 1500 r. (tuż przed pożarem z 1509 roku), właściciel jednej z pierwszych parcel tej ulicy mógł sobie pozwolić na luksusową, importowaną kamionkę i najmodniejsze w owym czasie ostrogi. A jednak historyk Sieradza, Urszula Sowina, dostrzega już w I połowie XVI wieku wyraźny spadek prestiżu ul. Zamkowej. Ceny parcel zaczęły bardzo mocno spadać, wynieśli się stąd bogaci mistrzowie rzemiosła. U. Sowina wiąże to zjawisko z "ogólnym upadkiem mieszczaństwa w nowożytnej Polsce". Mniej więcej w tym samym czasie pojawiają się pierwsze informacje o przygródku sieradzkiego zamku.

O przygródkach, za sprawą badaczki z PAN - Marii Żemigały, panuje pogląd, że zaczęły powstawać za panowania Władysława Jagiełły, jako niezbędne zaplecze dla jego objazdowego, iście wczesnośredniowiecznego sposobu sprawowania władzy, i niedługo potem zaniechano ich użytkowania. Rzeczywiście - znane w źródłach pisanych od połowy XV wieku przygródki, a więc zespoły zabudowań gospodarczych umieszczanych w pobliżu zamków królewskich, zawierały m.in. bardzo duże stajnie, które mogły służyć niezbędnej przy takim modelu rządzenia wymianie koni. Liczący ponad 100 osób orszak króla Jogaiły z pewnością mógłby zaspokoić w nich swoje potrzeby. Król ten częściej niż w Sieradzu bywał jednak w Brodni, o wiele skromniejszej królewszczyźnie, nie posiadającej tak wielkich stajni. Może trzymane w sieradzkim przygródku konie służyły również urzędnikom, np. przyspieszając przepływ informacji między siedzibą administracyjno-sądowniczą a całym powiatem i ziemią sieradzką.

Zabudowania folwarczne ze zbliżonego okresu:
Albrecht Dürer, La Tréfillerie sur la Pegnitz (1489-1490)
O ile charakter zabudowy daje do myślenia, to formy budynków nie nadają się do prostego przenoszenia na realia Polski Centralnej przez wzgląd na stan badań, oraz fakt imponującej już w XV/XVI w. historii rozwoju konstrukcji szkieletowych w Szwajcarii.
Nie mniej jednak, pierwsze informacje o przygródku sieradzkiego zamku pochodzą z początku XVI wieku, choć zapewne niektóre z wymienianych wówczas budynków istniały co najmniej w końcu XV stulecia. Materiał pozyskany z badań archeologicznych w rejonie przygródka wykazuje cechy nowożytne.
Pierwszy pełny opis tego zespołu zabudowy pochodzi z 1533 r. - znajduje się w inwentarzu zamku, spisanym po śmierci zasłużonego starosty sieradzkiego Krzysztofa Szydłowieckiego. Wymienianych jest kilka budynków: pod wspólnym dachem znajdował się browar, piekarnia, chlewik i mała stajenka dla 5 koni. Obiekty te były dobrze wyposażone.
Kolejnym, samodzielnym budynkiem, była stajnia "nowa" na 16 koni, obok której znajdowała się kolejna, na koni 80 - przy niej dostawiono komórkę z belek. Mniejszą wybudowano rok wcześniej, a dużą w poprzednim roku pokryto nowym dachem. Obok stajni umieszczono dom masztalerzy i woźniców.
Za piekarnią rozciągała się fosa, "aż do stajni wielkiej", pożytkowana jako rybnik. Po jej drugiej stronie stał budynek do sporządzania saletry, dobrze wyposażona łaźnia, a także
niewielki budynek służący poborowi cła mostowego, ściąganemu przez zamek.
Budowle te posiadały już dość rozbudowaną dyspozycję wnętrz. Składały się z izby i sieni, do której od drugiej strony przylegały inne pomieszczenia. Na wyposażenie izb składały się ławy, stoły, żelazne kandelabry, a w okna wstawione były szklane błony. Dachy wszystkich obiektów pokryto gontem.
Dla obsługi browaru i łaźni zainstalowano na przygródku nowoczesną infrastrukturę wodociągową. W zachodniej jego części (od strony miasta, ale i rzeki) mogła, zdaniem T. Olszackiego, znajdować się znana z przekazów wieża rurmusowa, tłocząca wodę w prawdopodobnie drewniane (T. Olszacki przypuszcza jednak skórzane) rury, do złączenia których zamówiono u kowala 16 żelaznych obręczy. W owym czasie w Sieradzu funkcjonowali już specjaliści od wodociągów, istniała więc możliwość bieżących interwencji.
Liczne prace na przygródku przeprowadzono w roku 1542. Wówczas to pobudowano chlew, izbę przed browarem oraz izdebkę wrotnego przy jednej z bram wiodących na zamek. Prawdopodobnie obiekty te wzniesiono na podmurówkach. Zadbano o bezpieczeństwo inwentarza, instalując w chlewie wielkie zawiasy i zasuwę. Ściany izby przed browarem i izdebki wrotnego otynkowano; lokalności te wyposażono w piece, jak sugeruje T. Olszacki, wykonane z prostych kafli naczyniowych. Izdebka w bramie wrotnego posiadała wyposażone w antabę i zasuwę drzwi na zawiasach, miała też oszklone okna. W tym roku pokryto gontem i obie izby, i chlew, i łaźnię, i inne budynki, nieokreślone oraz remontowane (a więc starsze, zapewne znane z inwentarza z 1533 r.). Gwoździ użyto również do odremontowania parkanu przygródka - a więc już jakiś czas przed 1542 r. był on otoczony parkanem.
W 1543 wybudowano "wielką stajnię" na 60 koni (widocznie stara, kryta dachem w 1532, została już rozebrana). Rok 1546 przyniósł budowę browaru, remont łaźni i małej komory w stajni wielkiej. Browar miał otynkowane ściany (ukończono ten zabieg w 1547) i gliniany komin, tam wstawiono piec - znowu zapewne z kafli naczyniowych; w okna wprawiono gomółki, do wnętrza wstawiono ławy. W łaźni "polepiono" komin, zakupiono blachy i kocioł, postawiono prosty piec, wstawiono w drzwi 3 pary zawiasów i zamek; tam również umieszczono stół sosnowy i ławy. Wszystkie budynki pokryto gontem.
Informacja o tym browarze pochodzi jeszcze z 1564 r. - jako stojące obok niego wymieniono łaźnię oraz, od strony miasta, ozd do ożdżenia słodów/ozdownię. Po drugiej stronie przygródka: stajnia wielka na koni 60, druga mała na koni 20" - przy stajniej są 3 komórki, a przed stajniami masztalnia.
W 1568 r. przygródek był jeszcze w dobrym stanie. W inwentarzu z tego roku sformułowano pierwszy opis umocnień przygródka: "wokół którego parkan z dylów, aż do drugich wrót". W przygródku, opodal wrót, znajdowała się słodownia; przy niej była sadzawka, długa na staję, przy końcu której stał browar, a obok łazienka. Po drugiej stronie przygródka były znów wymieniono dwie stajnie obok siebie, lecz zmniejszyły one swoje możliwości - jak zapisano, obie mogły pomieścić już tylko 60 koni. Stojąca przy stajniach masztalnia była już w bardzo złym stanie. Dalej znajdował się już przekop, na nim most z poręczami i wrota do zamku....
Ostatni opis przygródka pochodzi z 1588 r. - lustrator narzekał, że wszystko w nim pognieło. Nie było już łaźni, został tylko jeden stary i upadły browar; w jednej ze stajni brakowało podstawowego wyposażenia, a nad chlewem i resztą budynków były już dachy niedobre. W tym samym roku doszło do pożaru zamku, który byc może strawił i zabudowania stojące obok. W 1628 r. przygródek nie został już opisany.

Rejon wzgórza zamkowego w Sieradzu na niemieckiej fotomapie z 1943 r. - na północ od wzgórza,
w połowie odległości do znacznej wielkości starorzecza, widoczna jest podłużna "sadzawka". Widoczne na zachodzie koryto Żegliny, a dawniej Warty, oddzielające zabudowę "Pragi" od śródmieścia, prawdopodobnie było w XV-XVI w. jeszcze bardziej wysunięte na zachód. Poza tym korytem funkcjonowały jednak jeszcze różnego typu sztuczne kanały lub mniejsze strużki, odrywające się od głównego nurtu tej odnogi Warty i, zgodnie z przekazami z tego okresu, napędzały młyńskie koła oraz zasilały fosę zamkową.


Z przytoczonych danych wyłania się kilka zależności. Przestrzeń przygródka była podzielona na jak gdyby dwie strefy: usługowo-produkcyjną, reprezentowaną przez browar, ozdownię, piękarnię i łaźnię, znajdującą się od strony miasta i rzeki, oraz inwentarsko-przewoźniczą - były to stajnie i masztalnia. Poza fosą, czy raczej sadzawką "na staję długą", umieszczono chatę celnika i "wytwórnię saletry", a może również czarnego prochu. Po stronie zachodniej ("miejskiej) znajdowała się też wieża rurmusowa oraz wrota, z izdebką dla wrotnego, posiadającego zapewne na wyposażeniu jedną lub dwie glewie. Wszystko to musiało być zlokalizowane na północ od zamku (brama zamkowa wychodziła na północ, a według opisów z zamku wychodziło się wprost na przygródek), być może opierając się o czytelną jeszcze na wyżej prezentowanej fotomapie z 1943 r. "sadzawkę", obecnie mokradło wśród nasadzonego za czasów Pierwszych Sekretarzy lasu, i ją właśnie wykorzystując jako rybnik.

Tomasz Olszacki uznaje przygródki za przedłużenie przestrzeni zamków, wcale nie zaniechane po odejściu Jagiełły (jak twierdzi M. Żemigała), czego dowodzi XVI-wieczna historia przygródka sieradzkiego, kilkakrotnie przebudowywanego i restaurowanego; w czasie rozkwitu tej części sieradzkiej zabudowy zamkowej ani razu do Sieradza nie zawitał monarcha. Charakter istniejących tam zabudowań wskazuje na główny cel przygródka: zaspokojenie podstawowych potrzeb starościńskiego dworu, ale również usprawnienie komunikacji między zamkiem, a resztą prowincji, czemu służyć miały stajnie i wozownie. Przez pewien czas, poza głównym kompleksem zabudowy gospodarczej, funkcjonował "dom dla sporządzania ługu alias saletry". Zaspokajała więc zarówno zapotrzebowania płynące z użytkowania łaźni (ług - produkcja mydła, ale też środek do prania), jak i z zagrożenia tureckiego, tak silnie odczuwanego w naszej części Europy po bitwie pod Mohaczem (sporządzanie saletry wydaje się mało precyzyjnym sformułowaniem).
Rozwój przygródka nie tłumaczy jednak upadku rangi ulicy Zamkowej. Wyroby rzemieślnicze: siodła, buty, sukna, kożuchy (kupowane co roku dla poszczególnych urzędników i czeladzi) zamek musiał i tak nabywać w mieście.
Lokalizacja przygródka po północnej stronie wzgórza zamkowego była dość bezpieczna - nieco dalej znajdowały się obszerne rozlewiska Warty, utrudniające dostęp. W ten sposób powstał również dość łatwy do kontroli celnej "przesmyk" wiodący ku Bramie Grodzkiej miasta Sieradza. Sam przygródek był natomiast "podworcem", przez który należało przejść, aby dostać się do właściwego zamku.

Obszar zajęty przez sieradzki przygródek nie jest zbyt wdzięcznym terenem do badań archeologicznych. Zachodnia jego część została rozryta w latach 60., podczas regulacji koryta Żegliny, natomiast wschodnią obsadzono lasem. Grunty te są silnie podmokłe. A szkoda - z opisów pozostawionych przez szesnastowiecznych lustratorów wyłania się obraz w pełni nowożytnej zabudowy, prezentującej dość wysoki standard (podmurówki, otynkowane ściany, dachy kryte gontem) i posiadającej stosunkowo rozbudowany układ wnętrz, w pewnej mierze odpowiadający cechom drewnianej zabudowy miejskiej Sieradza w XIV i XV wieku, znacznie jednak je rozwijający. Pojawia się m.in. osiowa dyspozycja z sienią, choć chyba czasem jeszcze jako efekt rozbudowywania poszczególnych obiektów. Budynki te, w miarę niszczenia, były usuwane i zastępowane nowymi, co tłumaczyłoby informacje o wznoszeniu obiektów, znanych z poprzednich lat. Nie wszystkie okazywały się jednak równie przydatne, a ich ślady urywały się dość szybko.

Literatura
Przedstawione dane oraz interpretacje dotyczące przygródka sieradzkiego zamku zostały zebrane przez T. Olszackiego w jego książce: Tomasz Olszacki, Zamek królewski w Sieradzu. Dzieje - Badania - Architektura, Sieradz 2013. Dzieło to jest tym cenniejsze, że większość przytaczanych inwentarzy nie została dotychczas opublikowana, zaś autor dodatkowo przetłumaczył najstarsze z nich na język polski.
Nieco informacji na temat domniemanych "śladów archeologicznych" sieradzkiego przygródka przybliża w/w autor wraz z A. Andrzejewskim:
Aleksander Andrzejewski, Tomasz Olszacki, Sieradz poniżej "skarpy miejskiej" - wstęp do charakterystyki archeologicznej. Monografia archeologiczna, Łódź 2008
Istotną pozycję w poszukiwaniach na temat państwowych zamków i ich funkcjonowania stanowi rozprawa doktorska J. Pietrzaka - Janusz Pietrzak, Zamki i dwory obronne w dobrach państwowych prowincji wielkopolskiej, Łódź 2003; w ostatnim czasie autor ten wydał również książkę w całości poświęconą interpretacji inwentarzy zabudowy gospodarczej: tenże, Nowożytne budownictwo przemysłowe w dobrach biskupich na Mazowszu, Łódź 2013.
Dane o przygródkach zamków królewskich zebrała wstępnie M. Żemigała:
Maria Żemigała, Przygródki zamków królewskich w Wielkopolsce i na Kujawach w latach 1564-1565, "Rocznik Łódzki" t. 57 (2010)
A o ulicy Zamkowej/Grodzkiej tradycyjnie:
Urszula Sowina, Sieradz. Układ przestrzenny i społeczeństwo miasta w XV-XVI w., Warszawa-Sieradz 1991

czwartek, 11 września 2014

Nadrabianie zaległości...

Po raz kolejny doszło do karygodnego zaniedbania z mojej strony.
Kwiecień dobrze rokował - zaczynałem powoli dążyć do systematycznego publikowania wpisów co dwa tygodnie.

Niestety, archeologia jest nieubłagana. W maju wylądowałem na wykopaliskach, a kolejne miesiące przyniosły jeszcze większą zawieruchę, której ostateczny finał przypadł na ostatnie dni.

Krótko mówiąc, licencjat pt. "Budownictwo drewniane w późnośredniowiecznym Sieradzu" został obroniony :)

W najbliższym czasie planuję go w jakiś sposób udostępnić - myślę, że jest to dość ważny moment w archeologicznych badaniach mieszczańskiego budownictwa drewnianego średniowiecznej Polski. Polska Centralna pozostaje pod tym względem białą plamą, a badania nad Sieradzem przyniosły wiele materiału, który czeka na specjalistyczne analizy. Przyczynkiem do jednej z nich jest moja skromna praca.



Na najbliższe miesiące przewiduję znaczną intensyfikację prac na tym blogu. Przygotowywanych jest kilkanaście artykułów na szereg tematów, które znacznie poszerzą dość monotonny na tą chwilę zakres bloga. W tym roku wyprowadzę Czytelników poza mury lokacyjnego Sieradza, aby wrócić na trakty i bezdroża ziemi sieradzkiej, zatrzymując się w co poniektórych miastach i majątkach; powrócimy też na wojenną ścieżkę konfliktów zbrojnych, razem z królem Jagiełłą przyłączając do województwa sieradzkiego ziemię wieluńską.
Zanim jednak zajrzymy na kamieniste południe, przyjdzie nam przekroczyć bramę wychodzącą na wschód; przejść przez most na Warcie/Żeglinie i przez chwilę zamarudzić na przygródku sieradzkiego zamku.

Sprawy miasta Sieradza na pewien czas odkładam, m.in. ze względu na nieuchronnie zbliżający się termin wydania jego monografii - artykuł na ten temat na stronie lokalnego Naszego Radia - która powinna dostarczyć wielu nowych danych do rozważań na blogu.


*

Ponadto, w ostatnim czasie założyłem drugiego bloga, przybliżającego inną moją inicjatywę - "archeologię alchemii". Zapraszam: http://pracownia-alchemika.blogspot.com :)

Oba blogi w niektórych przypadkach będą się zazębiać, gdyż również o ziemię sieradzką otarli się przedstawiciele rozmaitych nauk tajemnych.

niedziela, 20 kwietnia 2014

Zaułki Starego Sieradza, cz. 1 - Ulica Wodna

Układ ulic sieradzkiej starówki, jak uważają historycy, pozostaje niezmienny od czasów lokacyjnych. W perspektywie archeologicznej sprawa ta nie przedstawia się w sposób równie oczywisty i bardzo możliwe, że taki pogląd ulegnie weryfikacji. Mało które miasto powstawało jednorazowo, niejednokrotnie układ lokacyjny nachodził na istniejące już osadnictwo, a poza tym częste pożary sprzyjały wprowadzaniu do przestrzeni miejskiej rozmaitych modyfikacji. O ile dokładny przebieg np. ulicy Wszystkich Świętych w XVI wieku mógł być trochę inny niż obecnej Kolegiackiej, biegła ona przez tą samą okolicę, łącząc Bramę Krakowską z Rynkiem oraz mijając ufundowaną w XIV wieku Farę. Była to jedna z dróg tranzytowych, powielających w obrębie miejskich murów szlaki handlowe, na styku których powstał Sieradz. Szlaki te łączyły Północ z Południem i Zachód ze Wschodem.

Wschodnia część miasta (patrz: strzałka N w prawym górnym rogu!)
Plan miasta Sieradza w Guberni Warszawskiej w Powiecie Sieradzkim położonego,
zdziałany w r. 1823. W. Ziółkowski Mier. Przys.
Ulica Wodna drogą tranzytową nigdy nie była. Zawsze stanowiła podrzędny zaułek o funkcjach gospodarczych, choć można się nią przedostać od ul. Wszystkich Świętych (dzis. Kolegiacka) do ul. Tkaczy (dzis. Sukiennicza), a następnie - powielającej odcinek innego szlaku ul. Grodzkiej, wiodącej na Wschód (chodzi o dzisiejszą Zamkową - dla wygody historycznej narracji będę dalej używał w tekście starych nazw). Taki charakter ul. Wodnej wciąż ma swoje odbicie w architekturze oraz socjotopografii. Najważniejszym, a po prawdzie jedynym zabytkiem, jaki ostał się przy niej (niestety, budynek ucierpiał w wyniku niedawnego pożaru), jest XIX-wieczna synagoga - świadectwo masowego napływu ludności żydowskiej do miast w okresie zaborów. Takie obiekty starano się budować w mało prestiżowych częściach miasta. Sieradz "poniżej skarpy" był wówczas silnie zaludniony przez Żydów, nic więc dziwnego, że dolna część ulicy Wodnej została podczas hitlerowskiej okupacji włączona do getta. Burzliwe dzieje późnej nowożytności oraz czasów najnowszych odłożymy jednak na bok, zgodnie z programem bloga sięgając do historii przedrozbiorowej.

Na gospodarczym zapleczu średniowiecznego miasta pojazdy tego rodzaju musiały być częstym widokiem.
Konie traciły na nierównych nawierzchniach podkowy, dorzucając nieco dodatkowych świadectw swojej bytności...
Hausbuch z 1425 (tzw. Mendel I)
Wprzód geografia. Lokacyjny Sieradz położony jest nad Wartą, na wyciętej w glinie morenowej terasie erozyjnej osiągającej wysokość od 7 do 9 metrów, której stromy stok był jeszcze do niedawna podmywany przez lewobrzeżny dopływ Warty – Żeglinę. Wlała się ona w koryto pozostawione przez Wartę, płynącą tędy do początku XIX wieku, kiedy wielka powódź mocno wpłynęła na stosunki wodne regionu. Ze wschodnich naroży staromiejskiego rynku, stokiem terasy biegną ku dawnej rzece dwie ulice – Zamkowa (w średniowieczu Grodzka), łącząca miasto z położonym za rzeką zamkiem i pełniąca wobec niego funkcje usługowe oraz właśnie Wodna. Najbardziej stromy odcinek tej uliczki zaczyna się za skrzyżowaniem z ulicą Sukienniczą (biegnącą na tyłach wschodniej pierzei rynku), spadek terenu jest jednak widoczny już w niewielkiej odległości od Rynku. Na wyżej zamieszczonym planie z początku XIX wieku koryto rzeki znajduje się w podobnym miejscu co i obecnie "rewitalizowane" starorzecze Żegliny, wydaje się jednak, że jeszcze niewiele wcześniej woda sięgała dużo dalej, poza skrzyżowanie z ul. Podwale. Również skarpa mogła być pierwotnie o wiele bardziej stroma, ale zagadnienie to wymaga badań geomorfologicznych. I to podjętych jak najszybciej, bo roboty ziemne oraz budowlane w tej części miasta nabrały ostatnio przyspieszonego tempa.

Pierwsze osadnictwo w Sieradzu rozlokowało się na niewielkich, piaszczystych wyniesieniach w dolinie rzeki, poniżej terasy. W XIII wieku upadło potężne podgrodzie, leżące nieopodal ówczesnego grodu kasztelańskiego (dziś miejsce tego i następujących po nim założeń obronnych, rezydencjonalnych itd. zwane jest przez mieszkańców Wzgórzem Zamkowym). Połowa tego stulecia przyniosła lokację miasta na prawie średzkim. Osadnictwo zostało przeniesione na przybliżoną wyżej terasę, ale ośrodek o miejskim charakterze powstał tam już wcześniej. Świadczy o tym fundacja zgromadzenia mendykanckiego, jakim są dominikanie, obecni wówczas w Sieradzu - taki zabieg był często spotykany w miastach przedlokacyjnych. Bardzo wymowne są również  źródła archeologiczne. Podczas fazy uważanej przez badaczy za przedlokacyjną zdążono już wyprodukować co najmniej kilkunastocentymetrową warstwę odpadków. W tym okresie zabudowania wznoszono w sposób w ogóle nie odnoszący się do wykształconego później planu miasta. Badania tej fazy istnienia miasta są więc z jednej strony bardzo istotne, ale z drugiej niezwykle trudne. Dobrze by było, aby podejmujący rozmaite działania inwestorzy zdawali sobie z tego sprawę, nie utrudniając pracy archeologom.

Fotografia Łukasza Piotrowskiego z marca 2013, przedstawiająca widok ulicy Wodnej
od starorzecza Żegliny. Zdjęcie ma już w tym momencie charakter archiwalny,
ponieważ rewitalizacja tego obszaru całkowicie go przekształciła.
Z tych właśnie względów trudno powiedzieć, jakie funkcje pełnił obszar ulicy Wodnej w czasach przed-, lub wczesnolokacyjnych. Najwięcej tzw. śladów osadnictwa przyniosły badania odcinka bliższego Rynkowi. Jeśli powyżej sklepu "Mix osiedlowy" znajdują się jeszcze nienaruszone struktury archeologiczne, to kto wie, czy najdawniejsza przeszłość tej ulicy wciąż nie czeka na swojego odkrywcę. 

W pewnym momencie, zapewne około lokacji (połowa XIII w.), warstwę mierzwy pokryła warstwa faszyny. To najstarsza nawierzchnia odkryta na ulicy Wodnej. Gałęzie, przeważnie drzew iglastych, grube na 1-5 cm, leżały równolegle, mniej więcej zgodnie z obecną osią tej ulicy. Taki układ dyli budzi wątpliwości, czy nawierzchnia nie stanowi śladu po zupełnie innym, prostopadłym do naszego zaułka trakcie - gałęzie składające się na nawierzchnie tego typu układano bowiem raczej w poprzek osi ulicy. W niektórych miejscach konstrukcję stabilizowały mocno wbite w ziemię paliki. Potrzeba takiej stabilizacji wynikała z grząskości terenu - na gliniastym podłożu odkładały się organiczne nieczystości, a cały ten obszar był dość podmokły. W podobny sposób umacniano nawierzchnie dróg w obrębie wcześniejszych osad "poniżej skarpy", gdzie występowała również podobna, wczesnośredniowieczna / "przedlokacyjna" ceramika. 

Faszyna na ul. Wodnej.
Fot. J. Śliwiński (prace ratownicze firmy Altamira prowadzone w 2013 r.)
 Bez wątpienia jednak średniowieczny, lokacyjny Sieradz posiadał już ulicę Wodną wychodzącą z południowo-wschodniego narożnika rynku w stronę koryta rzeki. W XV wieku odcinek między rynkiem a skrzyżowaniem z ul. Tkaczy (obecnie Sukiennicza) zwano małą uliczką (parva platea). Uliczka ciągnęła się dalej w dół, ku rzece, jako zauuek eundens ad fluvium deplatea textorum. Przy tym skrzyżowaniu, na ulicy Tkaczy, skupiały się działki należące do tkaczy i kuśnierzy. Obecność zaułka wodnego, zapewniającego dostęp do rzeki, może wydawać się atrakcyjna dla rzemieślników ze względu na ograniczoną przepustowość miejskich wodociągów, młodszych zresztą od przebiegu tej uliczki, inaczej jednak spojrzymy na tę kwestię, jeśli weźmiemy pod uwagę bliskość cmentarza i związany z tym brak możliwości wykopania studni na części z przylegających do ul. Wodnej parcel. Mimo łatwego dostępu do Rynku i głównych szlaków komunikacyjnych, skrzyżowanie Wodnej z ul. Tkaczy znajdowało się w pobocznej części miasta. Jego mieszkańcy określani są przez U. Sowinę jako „popadający w biedę” – często zaciągali pożyczki, których nie mogli spłacić, by w końcu sprzedać tanią nieruchomość i na dobre zniknąć z kart ksiąg miejskich.

Mierzwa wśród gałązek - codzienność średniowiecznej ul. Wodnej.
Fot. M. Szymański (prace ratownicze firmy Altamira prowadzone w 2013 r.)
Użytkowanie ulicy w średniowiecznym mieście wiązało się z silnym narastaniem warstw odpadków. Pomimo srogich kar, gnój powstały w wyniku domowego chowu zwierząt, głównie świń, ale również koni i bydła, wyrzucano przed dom. To samo dotyczyło innych śmieci, np. odpadów produkcyjnych oraz kuchennych. Przykładowo, pozostałością po pracowniach skórniczych, funkcjonujących w pobliżu skrzyżowania z ul. Tkaczy, są liczne ścinki skóry, odnajdywane w tej części ulicy, natomiast fragmenty naczyń glinianych oraz kości zwierzęcych występują masowo - co jest zresztą typowe dla archeologii czasów historycznych. W efekcie kolejne nawierzchnie niknęły pod kilkudziesięcioma centymetrami mierzwy. Mieszczanie starali się przeciwdziałać trudnościom komunikacyjnym, przerzucając nad kałużami dranice oraz wysypując rozmaite odpadki drewniane. Wreszcie, koniecznym okazywało się położenie nowej nawierzchni. W "późniejszym" późnym średniowieczu pozom użytkowy małej uliczki Wodnej wyłożono solidniejszą konstrukcją z ułożonych równolegle dranic, być może spoczywających na solidnych belkach, tzw. legarach. Obecność legarów udało się potwierdzić w nawarstwieniach nowożytnych, datowanych na XVI i XVII wiek (wyższe poziomy uległy zniszczeniu wskutek wyrównywania terenu pod późniejszy bruk kamienny - tzw. kocie łby). Również i ta nawierzchnia zniknęła pod kolejnymi poziomami odpadków. Zanieczyszczenie ulicy sprawiało, że nawierzchnia traciła uznanie mieszkańców miasta i była stopniowo rozbierana. Po opłukaniu z gnoju, solidniejsze dranice znajdowały z pewnością bardziej godne zastosowanie. Mniej stabilne elementy konstrukcyjne butwiały pod wpływem wilgoci oraz ulegały rozkładowi. Tak powstawały dziury, utrudniające ruch, łatane poprzez zapełnianie odpadami drewnianymi.

Nowożytna nawierzchnia ul. Wodnej złożona z dranic zalegających na legarach.
Fot. J. Śliwiński (prace ratownicze firmy Altamira prowadzone w 2013 r.)
Liczne nierówności ulicy, podobnie jak dzisiaj, prowadziły do uszkodzeń obuwia oraz środków transportu. Potykając się, nietrudno o zgubę - być może w ten właśnie sposób zgubiony został gdzieś na przełomie średniowiecza i nowożytności duży, żelazny klucz. Ciężki przedmiot szybko zapadł się w grząskiej, śmierdzącej mierzwie i nie został już odnaleziony przez właściciela. Świadectwem utrudnień komunikacyjnych są zaś niektóre z fragmentów obuwia oraz końskie podkowy. Pojazdy ciągnięte przez zwierzęta ulicą Wodną dostawały się na tyły przyrynkowych posesji oraz do warsztatów i domków stojących przy ul. Tkaczy, z pewnością korzystano również z przytoczonego już skrótu łączącego ul. Wszystkich Świętych z ul. Grodzką. Analizując komunikację ul. Wodną w dawnych czasach, nie można stracić z oczu funkcji, która znalazła odbicie w jej nazwie. Wodociągi zostały w Sieradzu zainstalowane na przełomie XV i XVI wieku, lecz tak jak w innych miastach nie były w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb rozwijającego się rzemiosła. W czasach nowożytnych, gdy woda drewnianymi rurami bywała dostarczana nawet do poszczególnych budynków, wciąż ogromne znaczenie miały studnie oraz dostęp do cieku wodnego. Ulica Wodna nie była jedynym zaułkiem, służącym zaopatrzeniu w wodę - we wschodniej części miasta było ich kilka, jeden np. biegł między domami stojącymi przy ul. Tkaczy, a nie brakowało ich również między domami stojącymi przy ul. Grodzkiej. Dostęp do wody umożliwiał również inne niezbędne w życiu codziennym działania, np. pranie. Ciekawym przykładem wykorzystywania ul. Wodnej jest ołowiany ciężarek rybacki, jaki pozyskano z nawarstwień wczesnonowożytnych. Warto zwrócić uwagę, że w 1558 roku Sieradz otrzymał prawo połowu ryb „we wszystkich rzekach i strugach, znajdujących się w obrębie granic miasta”, wcześniej zastrzeżone dla królewskich urzędników, czerpiących zysk z udzielania możliwości połowów konkretnym osobom. Kto wie czy to nie wtedy któryś z mieszczan, zapalony wędkarz, wykazał się nadmiernym entuzjazmem i stracił w mierzwie ul. Wodnej swój ciężarek?

Przykłady znalezisk zabytków metalowych z ul. Wodnej (stan przed konserwacją).
Fot. M. Szymański (prace ratownicze firmy Altamira prowadzone w 2013 r.)

Stromy stok skarpy, nad którą stoi lokacyjny Sieradz, zapewniał wraz z potężną rzeką, jaką była wówczas Warta, dostateczną ochronę - wznoszenie tu solidnych fortyfikacji mijało się z celem, dzięki czemu zaułki wodne mogły powstawać dość swobodnie. Niektóre z nich przechodziły przez "przejścia w murze", mające tu raczej charakter furtki w płocie. Znaczna stromizna utrudniała dostęp do wody, a także wpływała na charakter nawierzchni. Niestety, nie wiadomo nic o ulicy Wodnej poniżej ul. Tkaczy. Prawdopodobnie do wody prowadziło wygodne zejście - mógł znajdować się tam pomost. Niedogodności stromizny starano się niekiedy zmniejszać poprzez formowanie zbocza w schody - powszechnie znanym przykładem będą warszawskie Kamienne Schodki. O tego rodzaju udogodnieniach pisze Urszula Sowina w książce, do której poniżej odsyłam.

W tym miejscu opowieść się urywa. O tym, w którym miejscu urwie się historia innych fragmentów Starego Sieradza, zadecydują mieszkańcy, ale przede wszystkim inwestorzy. W wielu miejscach już zadecydowali i niejedna opowieść nigdy nie zostanie już opowiedziana...


Literatura

Tekst opracowałem na bazie mojego wystąpienia na konferencji "A milszą mi rozkoszą podróż niż przybycie", zorganizowanej przez Studenckie Koło Naukowe Historyków UŁ 15-17 listopada 2013.

Informacje archeologiczne udostępnił mi Jakub Śliwiński, właściciel firmy Altamira, który przeprowadził na ul. Wodnej badania ratownicze w sierpniu i wrześniu 2013 roku.

Informacje historyczne o ul. Wodnej w późnym średniowieczu:
U. Sowina, Sieradz. Układ przestrzenny i społeczeństwo miasta w XV-XVI w., Warszawa-Sieradz 1991

O zaopatrzeniu miast w wodę można poczytać w:
U. Sowina, Woda i ludzie w mieście późnośredniowiecznym i wczesnonowożytnym. Ziemie polskie z Europą w tle, Warszawa 2009

Natomiast informacje dotyczące późniejszych dziejów Sieradza, oraz fotografie ulicy Wodnej z XX wieku, można znaleźć na bardzo interesującej stronie Łukasza Piotrowskiego.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Militia Siradiensis, cz. 4 - Broń mieszczan sieradzkich (przegląd)

Człowiek wolny to człowiek zbrojny. Indywidualne posiadanie broni daje możliwość zapewnienia bezpieczeństwa własnej rodzinie i dobytkowi, a powszechność zjawiska pozwala całemu społeczeństwu obronę swoich praw przed zakusami tych, którzy na nie dybią - nawet, jeśli stanowią oni rządzącą w kraju bądź regionie elitę. W średniowieczu doskonale zdawano sobie z tego sprawę, a zagrożeń nie brakowało. Na własnym orężu poddanych opierała się zbrojna potęga państw feudalnych. To samo dotyczyło miast, struktur dużo mniejszych, ale zorganizowanych w najwyższym stopniu. Posiadanie broni było obowiązkiem każdego obywatela, swoje arsenały utrzymywać zobowiązane były również cechy. Na konkretne jej typy zapotrzebowanie generowały ogólne przemiany wojskowości, ale także działające bractwa strzeleckie oraz trendy panujące w szkołach fechtunku. Spośród ludności miejskiej rekrutowała się znaczna część wojsk zaciężnych i najemnych, zwłaszcza piechoty, znanej nam dobrze z książki T. Grabarczyka. Ponadto niektórzy mieszczanie, w związku z posiadanymi gruntami lub pełnioną funkcją, byli zobowiązani do służby rycerskiej, wymagającej posiadania stosownego rynsztunku. Zmilitaryzowanie ludności owych czasów pogłębiała wielofunkcyjność rozmaitych narzędzi, w razie potrzeby łatwo znajdujących bojowe zastosowanie.
Mieszczanie broniący miasta przed Tatarami.
Legenda św. Jadwigi Śląskiej
Wśród setek zdolnych do noszenia broni i noszących ją w istocie mieszkańców ośrodka miejskiego, jakim był Sieradz w późnym średniowieczu, znajdowała się grupa kilku-kilkunastu osób, należących do straży miejskiej. O ich uzbrojeniu wiadomo tyle samo co o nich samych - brak bezpośrednich źródeł (a może tylko brak obecności w literaturze) każe korzystać z poszlak i analogii. Ocalałe do dzisiejszych czasów spisy broni przechowywanych w arsenałach i ratuszach co poniektórych miast rzucają pewne światło na możliwości wykorzystania poszczególnych jej typów przez interesujące nas jednostki (dla Sieradza dokument taki znamy dopiero z roku 1577). Informacje o późnośredniowiecznym uzbrojeniu w Sieradzu, jakimi dysponujemy, nie pozwalają określić, czy dany przedmiot należał akurat do strażnika. Własną broń, zgodnie z przepisami obowiązującymi w ówczesnych miastach, musiał posiadać w domu każdy obywatel.

"Klasyczny", zbrojny mieszczanin, czy to jako obrońca murów miejskich, czy jako przedstawiciel służb porządkowych, czy jako żołnierz zaciężny, był piechurem. Stąd za broń typową dla mieszczan - i w ogóle stanu trzeciego - zwykło się uznawać w pierwszej kolejności jednosieczną broń białą (również krótką), broń drzewcową służącą do walki pieszej a także - przede wszystkim - kusze, obecne chyba w każdym gospodarstwie domowym i bardzo przydatne w razie oblężenia. Liczne wzmianki wskazują na powszechne wykorzystywanie pałek, maczug, cepów bojowych, toporów i innej broni obuchowej. Definitywne określenie, "czym jest broń mieszczańska", jest tak naprawdę niemożliwe. Często w mieszczańskiej dłoni gościły również miecze, a więc "broń rycerska". Przypadki zobowiązywania niektórych mieszczan do konnej służby rycerskiej, a także zdarzający się wcale nierzadko najemni kawalerzyści pochodzący z miasta, dodatkowo poszerzają zasób oręża, z którego rzeczony stan korzystał. Najpowszechniej jednak korzystał z oręża tańszego niż broń rycerska, a zazwyczaj czynił to pieszo. Stąd również uzbrojenie ochronne przedstawiało często piechotne standardy. Głowy chroniono hełmami otwartymi, kapalinami, ale również, i to chyba częściej niż się przyjmuje, łebkami. Wśród osłon korpusu dłużej niż u rycerstwa przeżywają się płaty, choć nie brak i nowocześniejszych napierśników oraz kirysów, nieraz uzupełnianych przez kolczugę. O ile było to potrzebne, inwestowano w naręczaki i rękawice; kompletne osłony nóg były zbyteczne. Tarcze piechoty to przede wszystkim duże pawęże, których kształt wciąż sprawdza się w rękach policji pacyfikującej (z mniejszym lub większym powodzeniem) manifestacje; miłośnicy bardziej żywiołowej lub wyrafinowanej walki chętnie korzystali z puklerzy. Nie ma potrzeby rozpisywać się o charakterze tego uzbrojenia i jego przemianach przez całe późne średniowiecze, temat to rozległy i dobrze znany Czytelnikom tego bloga. Warto natomiast zwrócić uwagę na sygnalizowane już niekompletności, jakie dostrzegamy w spisach arsenałów oraz stanu wyposażenia straży miejskich. Być może niedobory własnego sprzętu uzupełniano w razie potrzeby o uzbrojenie znajdujące się w miejskiej zbrojowni. W razie napaści mieszczanie mogli się szybko dozbroić. Strażnicy tym sposobem mogli zakładać na siebie tyle żelaza, ile wymagała specyfika danego działania - rutynowy patrol po mieście, proste asystowanie przy egzekucji lub prace porządkowe, a także obława na niebezpiecznego przestępcę.
Puginał nożowy odkryty na podwórku parceli Rynek 2 w Sieradzu, znajdujący się
w zbiorach Muzeum Okręgowego tegoż miasta.
Rekonstrukcję wykonał Adam Pietrzak z Bractwa Rycerskiego Ziemi Sieradzkiej,
natomiast rysunek stanowi dzieło p. Karoliny Rembek z Muzeum Okręgowego w Sieradzu.
Ilustracja do użytku wewnętrznego, powielanie jest niedopuszczalne.
Zdając sobie sprawę z obostrzeń dotyczących dystrybucji wyrobów kowalskich, można założyć, że w Sieradzu kupowano głównie broń miejscowej produkcji, o ile była na miejscu produkowana. Bez wątpienia produkowane były kordy: w 1432 nożownik Maciej z Sieradza sprzedawał je po 8 groszy. Środowisko sieradzkich nożowników słynie również z pierwszej w Polsce wzmianki o wartości szabli, w 1464 zapłacono tu za egzemplarz tej broni 1 florena. Rzemieślnicy ci specjalizowali się w produkowaniu narzędzi, przyborów stołowych oraz broni o oprawie nożowej, nie mieli natomiast uprawnień do produkcji i sprzedaży mieczy oraz tasaków, wyrobów właściwych dla mieczowników. Byc może to jeden z nich wyprodukował puginał nożowy, odkryty w późnośredniowiecznych nawarstwieniach podwórka Rynek 2 w Sieradzu podczas badań Anny Kufel-Dzierzgowskiej w 1995 r. Okaz ten ma nieco ponad 35 cm długości całkowitej i posiada ścięty przy sztychu grzbiet głowni. Trudno powiedzieć, czy dla jego średniowiecznych użytkowników był to nóż, czy kord; dzisiejsi bronioznawcy kordem nie nazwą go przez kilka centymetrów, których brakuje mu do spełnienia kryterium wielkościowego. Bez wątpienia jest to natomiast broń mieszczańska. Noże bojowe noszono do stroju codziennego i często po nie sięgano w nagłych sytuacjach, skąd często władze miejskie zakazywały chodzenia z nimi po mieście. W jednym z drewnianych budynków znajdujących się na Rynku (przed reformami Królestwa Kongresowego rynki miejskie pokryte były zabudową, mieszcząc zarówno budynki użytku publicznego, jak i całe parcele mieszczańskie), datowanym na XVI wiek i na wyrost uznanym niegdyś za ratusz, ta sama Anna Kufel-Dzierzgowska w 1962 r. odkryła długi miecz. Egzemplarz ten, mieszczący się datowaniem w szerokim przedziale XIV-XVI w., miał 118 cm długości całkowitej, posiadał lekko wygięty jelec, gruszkowatą, kanelowaną głowicę i głownię o podwójnym zbroczu. W chwili wydobycia posiadał zachowane relikty okładziny rękojeści z drewna i skóry, z nachodzącymi na głownię skórzanymi taszkami. Te zaokrąglone elementy pokrycia rękojeści chroniły znajdującą się w pochwie głownię przed wilgocią. 
Miecz z XVI-wiecznego budynku stojącego na rynku w Sieradzu.
Rys. Anna Kufel Dzierzgowska, Ratusz sieradzki w świetle wykopalisk...
Na fragmencie kwatery Legendy św. Jadwigi Śląskiej zaznaczona strzałką skórzana taszka.
Bardziej skomplikowany, a więc nie wszędzie opłacalny wyrób mieczy, w XIV wieku nie znalazł dobrej koniunktury w Sieradzu, skoro w 1375 mieczownik Benik z Szadku musiał przenieść się do Kazimierza. To miasto korzystało oczywiście ze znaczenia Krakowa, ośrodka zapewniającego wytwórcom uzbrojenia najlepsze warunki rozwijania interesów i skupiającego najlepszych fachowców tej dziedziny. Tam pracowali najlepsi płatnerze i hełmiarze (ci ostatni posiadali cechy jedynie w Krakowie, Kazimierzu i we Lwowie). . Na prowincji prawdopodobnie wyrobami tego typu, choć dużo mniej doskonałymi, zajmowano się dodatkowo, bez wydzielania odrębnego cechu. W Sieradzu istniał w XV wieku cech kowalski, na kartach historii zapisało się 16-tu jego członków - byli to ludzie stosunkowo zamożni, posiadający domy, zasiadający w ławie i radzie miejskiej. W ich pracowniach mogły powstawać rozmaite elementy zbroi oraz broni. Nie wiadomo, gdzie powstała łebka o wartości 60 groszy, przedmiot rozprawy, jaka odbyła się przed sieradzkim sądem w 1464 roku. Biorąc pod uwagę rok tej sprawy, mogło chodzić już o saladę. Z końca XV wieku pochodzi ołtarz znajdujący się w podominikańskim kościele św. Stanisława w Sieradzu, przedstawiający zdjęcie Chrystusa z krzyża. Czynność tę wykonuje mężczyzna, zapewne strażnik miejski, w typowym dla tego okresu odzieniu, mający na głowie prawdopodobnie hełm - perspektywa, w jakiej został ukazany, utrudnia niestety identyfikację tego elementu, może być to np. kapalin o płytkiej kryzie. Stanisław Muszyński, namiestnik Bractwa Rycerskiego Ziemi Sieradzkiej, jako analogię do rozważenia proponuje włoski kapalin z II poł. XV wieku (LINK), znajdujący się w zbiorach Cleveland Museum Of Art. Hełm ten posiada z jednej strony kryzę podniesioną, a z drugiej silnie wyodrębnioną w nakarczek, co zdaje się odpowiadać poniższemu przedstawieniu. 
Chrystus zdjęty z krzyża. Ołtarz z przełomu XV i XVI w., autorstwa ucznia Wita Stwosza,
znajdujący się w podominikańskim kościele pw. św. Stanisława w Sieradzu.
Kowale często zajmowali się również wyrobem i renowacją kusz, owej broni szczególnie u polskich mieszczan poważanej. Na początku XVI wieku kuszę do naprawy kowalowi oddał mieszczanin sieradzki Stanisław; również w pobliskiej Warcie producenci broni strzeleckiej przynależeli do cechu kowalskiego. W 1415 w Sieradzu kusze wykonywał Henryk balistator, w 1444 Mathias arcufex de Siradia. Wykonanie kuszy wymagało zastosowania kilku kategorii surowców - żelaza, poroża i ścięgien zwierzęcych, różnych gatunków drewna. Same łęczyska składały się ze wszystkich tych surowców. Rzadki cis zastępowano w warsztatach jesionem, wiązem i klonem. Łoża wykonywano z jabłoni i gruszy, do produkcji strzał i bełtów zaopatrywano się w drewno świerku i dębu; lotki bełtów produkowano z kolei z drewna lipowego. Kolejne badania archeologiczne w Sieradzu przynoszą znaleziska poszczególnych fragmentów kusz - znamy już żelazną dźwignię spustową i trzy orzechy z poroża, wśród których wyróżnia się egzemplarz o średnicy 4,5 cm, pozyskany przez Marka Urbańskiego podczas prac na Rynku w 2010 r. Warto w tym miejscu przypomnieć, że w roku 1426 w Sieradzu dokonana została wycena kuszy na 60 groszy, co stawia ją wśród droższych samostrzałów. Ceny kusz w Polsce oscylowały między 30. a 64 groszami; zdaniem Jana Szymczaka o kosztowności tego egzemplarza mógł decydować szczególnie silny naciąg. Na przełomie XIV i XV w. upowszechniło się stosowanie w ciężkich kuszach lewaru/koźlej nóżki, a w ciągu XV wieku wprowadzona została na większą skalę korba - wpierw typu angielskiego, w II poł. tego stulecia typu niemieckiego. Chyba potwierdza taką interpretację późniejsza informacja z Krakowa, gdzie w 1515 r. kusza "duża" kosztowała 60 groszy, a "mała" - 48. W 1476 inna kusza warta była w Sieradzu 1,5 grzywny, a więc należała do tańszych narzędzi mordu. Do napinania mniejszych kusz powszechnie używano w średniowieczu troczonych do pasa haków, znanych m.in. z pobliskiego gródka rycerskiego w Siedlątkowie. Groty bełtów są odnajdywane na terenie miasta, lecz pomijam je w tym zestawieniu przez wygodnictwo oraz duże prawdopodobieństwo, że to nie Sieradzanie miotali te pociski. Tak wyrywkowe informacje stanowią zasób "sieradzkich" źródeł o kuszach w późnym średniowieczu, którego odniesienie do ogólnej wiedzy na temat tej broni pozostawiam Czytelnikowi.
Orzech kuszy na stałej wystawie Muzeum Okręgowego w Sieradzu
Do wielofunkcyjnych narzędzi, które można było wykorzystać w walce, należą topory, takie jak np. ostatnie znalezisko z Rynku, dokonane przez M. Urbańskiego w 2010 (żeleziec topora typu IX wg typologii M. Głoska). Nie wszystkie kategorie uzbrojenia oraz sprzętów towarzyszących znamy z Sieradza w formie materialnej. Przedmioty te były jednak w powszechnym użyciu i mieszczanie sieradzcy z pewnością nie tylko dobrze je znali, ale również wytwarzali, nabywali i używali. Wyrobem tarcz zajmowali się m.in. siodlarze, bednarze, malarze, szklarze - takie rzemiosła w Sieradzu jak najbardziej funkcjonowały. Rymarzom z kolei polecić można było wykonanie pokrowców, pochew, kołczanów. Siodlarze, kowale i wytwarzający ostrogi ślusarze zaspokajali również potrzeby tych, którzy do boju stawali konno. Te elementy trudno jednak uznać za broń "mieszczańską", a prawdopodobieństwo posiadania znanych z badań archeologicznych zabytków przez rycerzy jest niemałe. Wszak do zamożnych posiadaczy miejskich nieruchomości należała również szlachta, zaś warsztaty sieradzkich rzemieślników pracowały nie tylko na rynek miejski. Ważny w tej części województwa ośrodek zaspokajał również potrzeby prowincji, produkując i naprawiając rozmaite wyroby. Nie bez znaczenia była bliskość zamku - siedziby starostwa, ważnego ośrodka administracyjnego skupiającego grono szlachetnie urodzonych urzędników oraz przyciągającego na rozprawy sądowe znaczne rzesze okolicznego rycerstwa. Lokalizacja pewnych rzemiosł przy wiodącej w stronę zamku ulicy Grodzkiej (dzisiejszej Zamkowej) wskazuje ich głównych nabywców.


Literatura

T. Grabarczyk, Piechota zaciężna Królestwa Polskiego w XV wieku, Łódź 2000
A. Kufel-Dzierzgowska, Ratusz sieradzki w świetle wykopalisk, "Sieradzki Rocznik Muzealny", t. 12, s. 123-144
J. Szymczak, Rzemiosło zbrojeniowe w Łęczyckiem, Sieradzkiem i Wieluńskiem w średniowieczu, "Rocznik Łódzki", t. 40, s. 149-178
M. Urbański, Sprawozdanie z prac archeologicznych prowadzonych podczas robót ziemnych na Rynku w Sieradzu, st. 6, w trakcie rewitalizacji Starego Miasta w 2010 r., "Sieradzki Rocznik Muzealny", t. 14, s. 35-50
Z. Wawrzonowska, Broń strzelcza, [w:] A. Nadolski (red.), Uzbrojenie w Polsce średniowiecznej 1450-1500, Toruń 1998, s. 52-60

piątek, 10 stycznia 2014

Późnośredniowieczny gródek w Jeziorsku i jego użytkownicy

Jeziorsko, zbiornik zaporowy na Warcie, rozlewa się na pograniczu powiatów sieradzkiego, poddębickiego i tureckiego. Jego otwarcie, które nastąpiło w 1986 roku, poprzedziły wieloletnie prace ziemne związane z przygotowaniem odpowiedniej formy terenowej, co z kolei dało okazję (i konieczność) przeprowadzenia prac archeologicznych. Odkryto wiele stanowisk z różnych okresów, a wśród nich, na terenie wsi Jeziorsko, od której zbiornik wziął nazwę, pozostałości po późnośredniowiecznej, prywatnej warowni. Nie był to jedyny obiekt tego typu, jaki zrównać z ziemią nakazywała racja stanu. Tereny okupowane przez zbiornik Jeziorsko zawierają w sobie również grunty wsi Siedlątków, na których położone było najsłynniejsze w Polsce grodzisko stożkowate (relikt drewnianej wieży na sztucznie usypanym kopcu) - rycerska siedziba z II poł. XIV wieku, przebadana w latach 60-tych przez J. Kamińską. W niewielkiej odległości od zbiornika zarejestrowano jeszcze obecność trzech innych fortalicji tego typu - znajdowały się w odległych o kilka kilometrów Popowie, Pęczniewie i Brodni.

Zaznaczona lokalizacja gródka.
Niemiecka fotomapa z 1939 r. - Arkusz 4127/4.
źródło: http://igrek.amzp.pl/
Badania, z ramienia Pracowni Archeologiczno-Konserwatorskiej P.P. PKZ Oddział w Poznaniu, przeprowadził w latach 1971-1972 Edward Krause. Obiekt położony był w zalewowej dolinie Warty, po wschodniej stronie starorzecza i w bliskim otoczeniu innych zbiorników wodnych oraz mokradeł. Przepływająca tuż obok rzeka i ogólna podmokłość terenu podnosiły obronne walory tej warowni w czasach jej świetności. Na powierzchni ziemi czytelny był nasyp ziemny, mieszczący w sobie relikty fortalicji, mocno przeryty współczesnymi wkopami. Miejscowa ludność wykorzystywała go jako źródło piasku, wypasający bydło pasterze kopali w nim jamy chroniące przed wiatrem i zimnem. Tak zdewastowany fakt terenowy w toku badań okazał się pozostałością osuniętego kopca średnicy 30-35 m, wysokiego na ok. 4 m. Usypano go z piasku rzecznego bez zastosowania drewnianych konstrukcji wzmacniających, za to pokryty został glinianym płaszczem i, być może, zwieńczony na szczycie parkanem. Zewnętrzna średnica okręgu, jaki tworzył, wynosiła ok. 30-35 m, w jego obrębie pozostawał zatem okrągły majdan o średnicy 10-15 m. Obszar ten pokryto izolacyjną warstwą surowej gliny. Mniej więcej po środku wydzielonej przestrzeni znajdowały się relikty budynku - zapewne drewnianej wieży mieszkalnej, zbudowanej na rzucie kwadratu o wymiarach 6,5 x 6,5 m. Tego typu obiekty interpretuje się zazwyczaj jako trzykondygnacyjne, wysokie na kilkanaście metrów. Jej dolne belki położone były na izolacyjnej warstwie gliny, ściany zachowały się do wysokości ok. 2m. Zachowana wysokość budynku odpowiada zagłębieniu piwnicy, niezniszczonej podczas pożogi. Pewien fragment przebadanej konstrukcji wystawała jednak ponad nasyp; zapewne w bliższych podłożu partiach drewno utrzymywało poziom wilgotności pozwalający, w zwęglonej postaci, przetrwać pożar. W jej ścianach, od zewnętrznej strony, tkwiły bowiem groty bełtów. Budynek, wzniesiony prawdopodobnie w konstrukcji zrębowej, zbudowano z belek sosnowych o szerokości dochodzącej do połowy metra. Pomieszczenie przyziemne posiadało podłogę z szerokich na kilkanaście centymetrów dranic, ułożonych równolegle na warstwie gliny. Przyziemie, pozbawione wejścia od zewnątrz oraz pieca, pełniło zapewne funkcje częściowo zagłębionej w podłożu piwnicy, pomieszczenia gospodarczego. Drzwi wejściowe znajdować się musiały wyżej, być może na drugiej kondygnacji/"pierwszym piętrze", co zresztą byłoby rozwiązaniem typowym dla tego rodzaju budowli, znanym np. z wież murowanych. Dostać do nich można się było po dostawionych od zewnątrz drewnianych schodach, łatwych do usunięcia w razie ataku.

Wysokość wieży, nie odstającej od analogicznych obiektów, musiała osiągać ponad 10 metrów. Wyższe, zapewne jednoprzestrzenne kondygnacje mieściły przestrzeń mieszkalno-reprezentacyjną, ogrzewaną piecem kaflowym (dwa [sic!] fragmenty kafli garnkowych w zasypisku), oraz obronną. Podczas gdy drugą kondygnację osłaniał przypuszczalny parkan, trzecia go przewyższała, dając możliwość obserwacji szerokiej, podmokłej doliny rzecznej a także prowadzenia ostrzału. Tak ufortyfikowany gródek nie zdołał jednak obronić się przed najazdem. Wieża spłonęła, zawalając się do środka, a świadectwem dramatycznych wypadków pozostały groty bełtów, podczas badań wciąż tkwiące w reliktach drewnianych ścian. Grodzisko, jak sądzi jego badacz, nie było wtórnie wykorzystywane.

Szkic orientacyjny - bazgroł własny
Edward Krause, analizując materiał ceramiczny, zwrócił uwagę na przytłaczającą dominację egzemplarzy wypalonych z dostępem powietrza (98,6% materiału) i w oparciu o ten argument wydatował stanowisko na koniec XIII wieku / początek XIV, a zatem pierwszy etap wznoszenia warownych siedzib rycerskich w Polsce, kojarzonych z tzw. gródkami stożkowatymi, a więc obronnymi domami wieżowymi na sztucznie usypanych kopcach, analogicznymi do znanych z Europy Zachodniej siedzib typu motte. Przeglądając literaturę przedmiotu odnieść można wrażenie, że w tym okresie częstym zjawiskiem było stawianie głównego akcentu na sypanie nie kopca, lecz wału. Budynek, owszem, wznoszono na terenie podniesionym, acz nieznacznie, tak, jakby podstawowym celem tego zabiegu było zabezpieczenie się przed wilgocią, jakże uciążliwą na naturalnie obronnych, bagiennych terenach, chętnie obieranych na miejsce wznoszenia fortalicji. Na problem ten zwrócił uwagę m.in. zasłużony dla problematyki dsiedzib obronnych L. Kajzer, opisując pierwszą fazę dworu w Orłowie nad Bzurą. Według dotychczasowych ustaleń pojawienie się tego typu siedzib w Polsce stanowi materialne, "terenowe" odbicie przemian społecznych, przejścia od systemu prawa książęcego do systemu feudalnego. Możnowładztwo, trzymające się dotychczas grodów książęcych, w XIII wieku przeniosło się do swoich posiadłości ziemskich, gdzie zaczęło wznosić stosowne do swoich potrzeb odpowiedniki "zamków", takie jak gródek w Jeziorsku. Wraz z kolejnymi przemianami późnego średniowiecza, wzorzec obronnej siedziby na sztucznym nasypie przyjmował się już wśród szerszych grup rycerstwa.

Tak przyjęte datowanie gródka w Jeziorsku pozwoliło E. Krausemu dokonać kwerendy archiwalnej, owocującej ciekawą próbą powiązania odkrycia z rzeczywistością wyłaniającą się ze źródeł pisanych. Najstarsza wzmianka o Jeziorsku pochodzi z 1324 r. Z wsi tej pisał się wówczas comes Wolimir heres de Gezersco, zapewne posiadający wieś wraz z warownym dworem. W kolejnych latach Jeziorsko w źródłach pisanych nie występuje i pojawia się "dopiero" w 1360 r., a w międzyczasie zostało zniszczone przez Krzyżaków, których oddział przechodził tędy w pamiętnym roku 1331. Ta data przyniosłaby również upadek gródka, zapewne nie bronionego zbyt aktywnie w związku z powszechnym udziałem rycerstwa w kampanii Władysława Łokietka. Czy jednak rzeczywiście dworski nasyp nie był wtórnie użytkowany?

Wśród zwęglonych belek odkrytego przez E. Krausego budynku wystąpiły materiały z pewnością młodsze. Jest to specyficzna pokrywka od dzbana, której poświęcono osobny artykuł, oraz fragmenty odpowiadającego jej wylewu. Specyficzność pokrywki wyraża się w istnieniu specjalnego mechanizmu zabezpieczającego przed spadnięciem z naczynia (guzkowaty występ przy krawędzi, wpuszczany w odpowiadającą mu szczelinę zawiniętego do środka wylewu dzbana), ale przede wszystkim w kształcie uchwytu. Stanowi go figurka kobieca ze schematycznie, choć dość wyraźnie oddanym ubiorem - w moim odczuciu - fałdzistą suknią (houppelande?) z wysoką, może podszytą futrem stójką. Stroje tego typu pojawiają się dobre pół wieku po 1331 r. i w żadnej mierze nie przystają do mody pierwszej połowy XIV stulecia, zbliżonej wciąż jeszcze do kanonu Codex Manesse. Zabytek ten jest wciąż problematyczny przez brak bezpośrednich analogii. Gliniane figurki świętych (ale również przedstawienia świeckie) masowo produkowano w I połowie XV wieku, np. we Wrocławiu; ich konstrukcja często pozwalała na postawienie w pozycji pionowej, np. na półce. Wykonywano je z tłustej gliny, z rzadka schudzanej domieszką drobnoziarnistego piasku, a wypalano w atmosferze utleniającej. Egzemplarze z domieszką gruboziarnistą występują rzadko i prawdopodobnie stanowią błąd rzemieślnika, znajdowane są bowiem jako odpady produkcyjne, zniszczone podczas wypału (pęknięcia w miejscach ziaren domieszki). Na tym tle figurka z Jeziorska, pozbawiona uszkodzeń produkcyjnych, a wykonana przy użyciu właśnie domieszki gruboziarnistej, prezentuje się tym bardziej zagadkowo. Nie negując jednym zabytkiem całego datowania stanowiska, można chyba dopuścić na nim możliwość późniejszej, wtórnej obecności przedstawicieli kultury dworskiej. Może dwór został nawet odbudowany, lecz ślady tego zabiegu zniszczono w przeddzień badań?

Rycina - cyt. za: Krause E., Średniowieczna figurka kobieca z Jeziorska, pow. Turek, "Wiadomości Archeologiczne" t. XL nr 1, s. 122
Zaintrygowany możliwością odmłodzenia lub rozciągnięcia w czasie gródka w Jeziorsku, sięgnąłem do literatury po informacje o późniejszych właścicielach wsi. Wolimira, znanego z 1324 r., L. Kajzer identyfikuje jako Jastrzębca. W 1360 r. występuje Świętosław z Jeziorska, w roku 1392 Andrzej, w 1393 chorąży mniejszy sieradzki Stanisław (zm. 1424), w 1405-1437 Jakub, a w 1420 Przedwój. Z kolejnych lat wstępna kwerenda w literaturze przyniosła znajomość chłopa i plebana, prawdopodobnie nie aspirujących do grona fundatorów warownych siedzib. Najwięcej informacji dotyczy Jakuba z Jeziorska, pełniącego szereg godności kościelnych, znamy go m.in. jako kanonika łęczyckiego i gnieźnieńskiego oraz prepozyta uniejowskiego (funkcja sprawowana dożywotnio od 1408), starającego się o kanonię krakowską. Jak chcą historycy miejscowego duchowieństwa (A. Jabłońska oraz M. Czyżak), był on synem Świętosława. Jakub, Świętosław oraz Stanisław znani są jako przedstawiciele rodu Kamionów. Kamiona jest to w istocie proklamacja (zawołanie) popularnego herbu Jastrzębiec, czego potwierdzeniem jest protoekslibris Świętosława z Jeziorska, na którym widnieje właśnie Jastrzębiec. Proklamacji często używano zamiast nazwy herbu, co doprowadziło do spowicia prawdziwych nazw rzadziej spotykanych znaków mgłą niepamięci. Przykładem herbu znanego tylko z zawołania jest „Biją w łeb”, posiadający nielicznych nosicieli i zanikły w XVI wieku. Istnieje ponadto znaczna ilość często spotykanych herbów, posiadających oficjalną nazwę-zawołanie, jak np. Do-łęga, Do-liwa. Ponieważ w Polsce do jednego herbu przypisanych było wiele rodzin, zawołania stawały się identyfikatorami struktur mniejszych niż ród heraldyczny. W świetle powyższych ustaleń pozwoliłem sobie przyjąć, że Wolimir z Jeziorska h. Jastrzębiec był protoplastą Jeziorskich Kamionów i od 1324 r. do przynajmniej 1437 można mówić o ciągłości posiadania wsi przez tą rodzinę. Być może Wolimir, Świętosław, Stanisław i Jakub, a także Andrzej i Przedwój reprezentują trzy kolejno po sobie następujące generacje członków rodu, który zaliczał się do XVwiecznej elity ziemi sieradzkiej, posiadając wśród swoich przedstawicieli wysoko postawionych urzędników a także rycerzy pasowanych. Kamionowie z Jeziorska byli prawdopodobnie tożsami z rodziną Milejowskich (A. Szymczakowa w cytowanej przy poprzednich wpisach pracy Nobiles Siradienses... powiada, że Jakub był stryjem Barbary z Milejowa). Najwyżej plasujący się w sporządzonym przez Szymczakową (Szymczakowa A., Szlachta sieradzka w XV wieku. Magnifici et generosi, Łódź 1998) rankingu rodów ziemi sieradzkiej Kamionowie, Wilamowscy, posiadali w swoim gnieździe rodowym warowną siedzibę, spaloną podczas swarów z rodem Lubów. Strzeżek z Wilamowa pozywał o to w 1398 Tomka z Jarochowa. Może również Milejowscy-Jeziorscy posiadali swoje fortalicjum?

Literatura
Przy poprzednich artykułach zamieszczałem bardziej ogólnikowe pozycje, w przypadku tego miałem dylemat spowodowany bardziej twórczym charakterem wpisu, wymagającym może umieszczenia w tekście przypisów. Ponieważ mimo wszystko zależy mi na umiarkowanie popularnym charakterze bloga, przypisów nie zamieszczam, a bibliografię, liczącą kilkanaście pozycji, redukuję do pozycji szczególnie istotnych. Pominąłem przy tym bazę "kwerendy historycznej", którą z chęcią udostępnię wszelkim zainteresowanym.


Borkowski T., Produkcja figurek ceramicznych w późnośredniowiecznym Wrocławiu, "Wratislavia Antiqua" t. 6, s. 207-244
Kajzer L., Średniowieczny drewniany dwór obronny w Orłowie nad Bzurą, "Slavia Antiqua" t. 32, s. 241-290
Kajzer L., Zamki i dwory obronne w Polsce Centralnej, Warszawa 2004
Krause E., Średniowieczny gródek rycerski w Jeziorsku koło Turku, "Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi", nr 23, 293 – 313
Krause E., Średniowieczna figurka kobieca z Jeziorska, pow. Turek, "Wiadomości Archeologiczne" t. XL nr 1, s. 122-123
Marciniak-Kajzer A., Średniowieczny dwór rycerski w Polsce. Wizerunek archeologiczny, Łódź 2011 (tamój omówienie a podsumowanie zagadnienia wraz z całą literaturą)